wtorek, 14 października 2014

Gong Ji-Young "Nasze szczęśliwe czasy"

Wciąż mam wrażenie, że nie udało mi się w pełni odzwierciedlić tego, co zamierzałam. Wciąż czegoś brakuje. Cóż, może gdy przeczytam tą książkę kolejny raz (a na pewno to zrobię)...


Wydawnictwo: Kwiaty Orientu
Ilość stron: 314

Tak, jak już kiedyś wspomniałam, najpierw miałam okazję zapoznać się z mangą na podstawie tej powieści, a dopiero później dowiedziałam się o pierwowzorze. Oczywiście miałam pewne obawy odnośnie tego, jak znajomość mangi (więc i zakończenia oraz ogólnego przebiegu akcji) wpłynie na mój odbiór powieści, jednak chęć jej przeczytania była większa. Poza tym, czy od samego początku nie przewidywałam, że finał może być tylko jeden?

Yu-jeong ma trzydziestkę na karku, a za sobą już trzy próby samobójcze. Po tej ostatniej dostała wybór - mogła przez miesiąc uczęszczać na terapię lub towarzyszyć cioci Monice, zakonnicy, w jej cotygodniowych spotkaniach ze skazanymi na śmierć. Wybrała to drugie i tym oto sposobem poznała Yun-su oskarżonego o gwałt i trzy zabójstwa. Była pewna, że będzie do niego czuć niechęć i tak też z początku było. A jednak wraz z kolejnymi spotkaniami coraz trudniej było jej wykrzesać z siebie wrogość, zamiast której coraz częściej pojawiały się o wiele przyjaźniejsze emocje. Yun-su okazał się całkiem inny, niż przypuszczała - zamiast bezwzględnego łotra stał przed nią skruszony, wciąż jeszcze dość młody chłopak pozbawiony chęci do życia i jakiejkolwiek nadziei, któremu nie obce były próby samobójcze, choć już i tak został skazany na śmierć. Nie daje jej też spokoju myśl, że więzień jest w pewien sposób do niej podobny. Jak wielki wpływ na ich życie może wywrzeć ta znajomość? Czy będzie to zmiana na lepsze?

"Po raz pierwszy zrozumiałam, że zbrodnia, jak słowa, które zostaną wypowiedziane, nigdy nie znika. Nie przemija jak powiew wiatru, który pojawia się nagle, pozostawiając jedynie znikomy ślad."

Miesiąc mija, a jednak Yu-jeong przez splot pewnych wydarzeń nie przestaje odwiedzać seulskiego więzienia. Stawia jednak warunek - nie interesują jej żadne grzeczności czy omawianie pogody, oczekuje prawdziwej rozmowy. Szczerość za szczerość. W ten sposób ich relacja stopniowo się pogłębia, a spotkania przybierają coraz bardziej osobisty charakter. A nie tylko Yun-su ma swoje demony. Coś przecież musiało sprawić, że Yu-jeong od wszystkich się odcięła i trzykrotnie targnęła na własne życie. Coś, co odebrało jej wiarę w ludzi i chęć do dalszego życia.

Czy piękna i bogata, jednak zgorzkniała kobieta i zrezygnowany więzień mogą stać się dla siebie nawzajem oparciem? Czy zdołają rozliczyć się ze swoją przeszłością? Obojgu było ciężko, oboje doświadczyli czegoś, co w dużym stopniu ukształtowało ich obecne ja. Tu nic nie jest czarno-białe. Każdy ma swoje racje, swoje winy, może zarówno ranić, jak i być ranionym. Zasługiwać na współczucie, jednocześnie będąc obiektem czyjeś nienawiści. To historia do bólu prawdziwa, pełna różnego rodzaju niesprawiedliwości i właśnie przez to tak okrutna i wzruszająca. Czy właściwym jest na nowo rozpalić chęć życia w skazanym na śmierć? I czy prawo to jest w ogóle słuszne? Na to odpowiedzcie sobie sami.
Powieść Gong Ji-young potrafi wywołać wiele emocji - smutek, współczucie, żal, rozgoryczenie, ale także radość i pełno wzruszeń. Znajdziemy tu sporo przemyśleń obojga naszych bohaterów, których sposób myślenia został świetnie odwzorowany. Jest też mowa o wierze, karze śmierci i wielu innych tematach.

Książka składa się z występujących naprzemiennie rozdziałów z perspektywy Yu-jeong, różnorodnych, wpasowujących się w jej tematykę cytatów oraz niebieskich karteczek, z których dowiadujemy się, jak wyglądało życie Yun-su. Bardzo spodobał mi się ten nietypowy układ treści. Było to moje pierwsze spotkanie z literaturą koreańską i z pewnością nie ostatnie. To prawdziwy powiew świeżości pośród tak wielu podobnych do siebie zachodnich powieści, którymi jesteśmy obecnie zalewani. Smutek, radość, nadzieja, ale także jej brak oraz cała gama innych emocji, a to wszystko bez zbędnego moralizatorskiego tonu. "Nasze szczęśliwe czasy" to książka, z którą z pewnością warto się zapoznać.

"Tylko ktoś, kto był kochany, potrafi kochać. Tylko ktoś, komu wybaczono, potrafi wybaczyć. Teraz to rozumiem."
10/10

8 komentarzy:

  1. Mimo pozytywnej recenzji, nie sięgnę po tę książkę. Nie moje klimaty ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam mangę, i choć była tak krótka to wywołała u mnie skrajne emocje. Nie miałam pojęcia, że istnieje i książka. Teraz mnie kusi, żeby ją przeczytać, ale z drugiej strony nie chciałabym się wpędzić teraz w smętny nastrój. Zresztą nie mam na czym przeczytać, czytnik zepsuty, a w bibliotece pewnie jej nie znajdę... pozostawałoby kupienie jej :(
    Ale dziękuję za post. Będę miała tą książkę w pamięci.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to trudna powieść, o której trudno coś napisać - a jednak Tobie się udało. Podoba mi się sam temat i sposób jego ujęcia. Rzeczywiście książka się wyróżnia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Brzmi naprawdę dobrze, zwłaszcza że uwielbiam angstowe historie, ale znając mnie jak już sięgnę to raczej po mangę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też dobry wybór. A kto wie, może później przyjdzie Ci ochota na książkę? ;)

      Usuń
  5. Ach, a więc to jest ta książka o której mi mówiłaś( pisałaś) :D Nie wiem dlaczego ale cały czas myślałam, że to na podstawie mangi powstała książka, a nie na odwrót >< Również znając zakończenie, boję się jak będę przeżywać tą powieść, ale mam nadzieję że będzie tak wzruszająca jak manga :3 Już się szykuję do poszukiwań

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo mnie zachęciłaś. Mam nadzieję, że uda mi się sięgnąć po tę pozycję! :D

    OdpowiedzUsuń

będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie jakiś ślad, dobrze wiedzieć, że są osoby które tu zaglądają ;)

i bez spamu, proszę :)